Tytus, Romek i A’Tomek na zegarku? Oto niezwykły zegarek klubowy KMZiZ i Favre Leuba

Klub Miłośników Zegarów i Zegarków kilka dni temu zaprezentował swój nowy zegarek klubowy, powstający we współpracy ze szwajcarską manufakturą Favre Leuba. I to jest pierwsze zaskoczenie. Drugim jest sama tematyka zegarka. Inspiracją dla zegarka są bohaterowie popularnego komiksu - Tytus, Romek i A’Tomek.
Zegarek powstał jako limitowany, klubowy model kolekcjonerski Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków. Z tego powodu pierwszym pytaniem, jakie pojawiło mi się w głowie, było: Co ma KMZiZ z Papcio Chmielem i co to robi Tytus, Romek i A’Tomek?
Bo jeżeli mówimy o zegarku klubowym, to w pierwszym momencie kojarzy nam się raczej jakiś zegarek z logo danej organizacji, a nie bohaterowie popkultury, w dodatku jednego z najpopularniejszych polskich komiksów. Jaki był klucz?
Od razu zaczęłam przeglądać klubowe forum, żeby dowiedzieć się, o co właściwie chodzi. Dlaczego ten komiks? Skąd pojawiła się inspiracja? A przede wszystkim – skąd wzięła się dość nietypowa liczba 66 egzemplarzy, które pojawią się w tej limitacji?
Dlaczego to nie jest "zegarek z logo" ?
Zacznijmy od tego, że społeczność Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków, chociaż sama nazywa ten model zegarkiem klubowym, nie chciała, aby był to zegarek służący do identyfikacji członków klubu. Nie taka była jego idea.
W końcu jest to grupa zrzeszająca miłośników zegarków, technologii oraz zegarmistrzowskiego rzemiosła, które się za nimi kryje. Sam zegarek musiał zatem być w jakiś sposób tożsamy z ideą samego klubu.
Stworzenie zegarka klubowego nie miało więc na celu identyfikowania jego członków, ale stworzenie czegoś wyjątkowego pod szyldem klubu. Ideą było powstanie zegarka kolekcjonerskiego, który z jednej strony wyrastał z pomysłów członków klubu, a z drugiej – nie był jedynie narzędziem identyfikacji i mógł trafić do szerszego grona odbiorców jako wartościowy produkt zegarmistrzowski.
Dlatego też na samym zegarku nie znajdziemy logo Klubu Miłośników Zegarów i Zegarków.

A dlaczego Papcio Chmiel i małpiszon?
Szukano w pewnym sensie klucza, który mógłby połączyć manufakturę odpowiedzialną za stworzenie tego zegarka z elementem polskiej popkultury, z którym moglibyśmy się utożsamiać. I taki wspólny mianownik udało się znaleźć. Był nim rok 1966.
To właśnie w 1966 roku swoją premierę miał oryginalny model Harpoon. Dokładnie w tym samym roku ukazała się również Księga I „Tytus zostaje harcerzem”, czyli pierwsza książeczkowa odsłona przygód Tytusa, Romka i A’Tomka autorstwa Papcia Chmiela. Warto tutaj zaznaczyć, że sami bohaterowie pojawili się wcześniej – ich przygody publikowano w „Świecie Młodych” już od 1957 roku. Rok 1966 jest więc nie tyle początkiem Tytusa, Romka i A’Tomka, ile początkiem ich książkowej historii.
I właśnie ten zbieg okoliczności stał się punktem wyjścia dla całego projektu.
Jest w tym zresztą coś więcej niż tylko zabawa datami. W 2026 roku mija dokładnie 60 lat od premiery Harpoona oraz od wydania pierwszej księgi przygód Tytusa, Romka i A’Tomka. Z jednej strony mamy więc zegarek nawiązujący do modelu sprzed sześciu dekad, z drugiej – pierwsze książkowe wydanie jednego z najbardziej rozpoznawalnych polskich komiksów, które również obchodzi swoje 60-lecie.
Rok 1966 tłumaczy również jeszcze jeden szczegół, który na początku może wydawać się dość przypadkowy – liczbę egzemplarzy. Zegarek powstanie bowiem w limitacji wynoszącej zaledwie 66 sztuk. Nie 50, nie 100, ale właśnie 66. To kolejne bezpośrednie nawiązanie do roku, od którego zaczyna się cała ta historia.
I kiedy pozna się ten klucz, obecność Tytusa, Romka i A’Tomka na zegarku przestaje być aż tak zaskakująca. Wręcz przeciwnie – zaczyna tworzyć całkiem spójną opowieść, w której zegarmistrzostwo spotyka się z polską popkulturą.

Tytus na tarczy
Skoro wiemy już, dlaczego wybór padł właśnie na Tytusa, Romka i A’Tomka, możemy przyjrzeć się samemu zegarkowi. A tutaj tych komiksowych smaczków jest zdecydowanie więcej i, co ważne, nie ograniczają się one wyłącznie do umieszczenia bohatera na tarczy.
Podstawą całego projektu został Favre Leuba Harpoon Revival. To właśnie ten model posłużył jako baza dla liczącej zaledwie 66 egzemplarzy edycji przygotowanej wspólnie ze Stowarzyszeniem Klub Miłośników Zegarów i Zegarków.
Pierwsze skrzypce gra oczywiście tarcza. Utrzymano ją w ciepłym, lekko przygaszonym odcieniu, gdzieś pomiędzy wanilią, złamaną bielą a kolorem skorupki jajka. Nie jest to wybór przypadkowy. Kolor oraz faktura mają przywoływać skojarzenia ze starymi wydaniami komiksów – papierem, który nie był idealnie biały i z biegiem lat nabierał charakterystycznej barwy.
Na tym tle pojawia się oczywiście Tytus. I nie jest to grafika przygotowana specjalnie na potrzeby zegarka, ale rysunek samego Papcia Chmiela z 1988 roku. Tytus zwisa na trapezie i wygląda tak, jakby jego obecność na tarczy nie ograniczała się wyłącznie do roli dekoracji.
Najlepszym tego przykładem jest indeks godziny dziewiątej.
Został on celowo przekrzywiony o 15 stopni. Dlaczego? Cały pomysł polega na tym, aby sprawiał wrażenie, jakby rozbujany na trapezie Tytus zahaczył o indeks i po prostu go skrzywił. Niewielki detal, ale właśnie takie drobiazgi powodują, że projekt zaczyna żyć i wychodzi poza schemat polegający na prostym naniesieniu znanej postaci na tarczę zegarka.
Kolejną ciekawostkę znajdziemy pod napisem „Harpoon”. Zamiast klasycznego numeru limitacji pojawia się tam „1of66”. Wszystkie zegarki będą miały dokładnie takie samo oznaczenie – nie znajdziemy więc egzemplarza 1/66, 15/66 czy 66/66. I tutaj ponownie wracamy do roku 1966, wokół którego zbudowano całą historię tej edycji.

Niewielka koperta i współczesny mechanizm
Sam zegarek jest przy tym dość kompaktowy. Stalowa koperta ma 36,8 mm średnicy, 10 mm grubości wraz ze szkłem oraz 43,5 mm wysokości lug-to-lug. To wymiary, które na papierze mogą wydawać się niewielkie, szczególnie osobom przyzwyczajonym do współczesnych zegarków o średnicy przekraczającej 40 mm. Trzeba jednak pamiętać, że mamy tutaj do czynienia z modelem czerpiącym z zegarka sprzed sześciu dekad, a niewielkie proporcje są częścią jego charakteru.
Od góry kopertę zamyka szkło szafirowe z powłoką antyrefleksyjną, natomiast deklarowana wodoszczelność wynosi 5 ATM.
Znacznie ciekawiej robi się po odwróceniu zegarka.
Na stalowym deklu znalazł się bowiem wizerunek Henryka „Papcia Chmiela” Chmielewskiego wraz z podpisem „Papcio Chmiel – Uczłowieczyciel”. Towarzyszą mu oznaczenia KMZiZ oraz „Tytus, Romek i A’Tomek x KMZiZ”. O ile więc od strony tarczy głównym bohaterem jest Tytus, o tyle na deklu oddano miejsce człowiekowi, bez którego Tytusa, Romka i A’Tomka po prostu by nie było.
Wewnątrz pracuje automatyczny kaliber FLD04, którego konstrukcja bazuje na La Joux-Perret G100. Mechanizm pracuje z częstotliwością 28 800 wahnięć na godzinę, czyli 4 Hz, i oferuje 68 godzin rezerwy chodu. Mamy więc stylistyczne odwołanie do zegarka z 1966 roku, ale od strony mechanicznej zdecydowanie współczesne rozwiązanie.
I jeszcze jeden detal, który łatwo przeoczyć – pasek. Wykonano go z alcantary i uzupełniono zielonym przeszyciem. Kolor również nie pojawił się tutaj przez przypadek. To bezpośrednie nawiązanie do zielonych spodenek Tytusa. Całość zamyka stalowa klamra z sygnaturą Favre Leuba.


66 zegarków i ani jednego więcej
Pozostaje jeszcze kwestia ceny i dostępności, bo w tym przypadku słowo „limitowany” rzeczywiście coś oznacza.
Powstanie dokładnie 66 egzemplarzy, a cena jednego została ustalona na 10 700 zł.
W tej kwocie zawarto VAT, przesyłkę, ubezpieczenie oraz opłaty licencyjne związane z wykorzystaniem wizerunku Tytusa, Papcia Chmiela oraz logo „Tytus, Romek i A’Tomek”.
Co ciekawe, mimo że mówimy o zegarku klubowym, cała pula nie została przeznaczona wyłącznie dla członków Stowarzyszenia. Zarezerwowano dla nich 25 egzemplarzy, natomiast pozostałe zegarki mogą trafić również do osób spoza KMZiZ. Jeżeli pula klubowa nie zostanie wykorzystana w ciągu tygodnia, niewykorzystane egzemplarze również mają trafić do sprzedaży ogólnej.
O przyznaniu zegarka decyduje kolejność zgłoszeń w dedykowanym wątku na forum. Po zadeklarowaniu zakupu nabywca ma pięć dni na wpłatę pełnej kwoty na konto Stowarzyszenia. Zapisy mają potrwać do 17 października lub – co przy tak niewielkiej liczbie egzemplarzy jest równie istotne – do wcześniejszego wyczerpania całej puli.
Na sam zegarek trzeba będzie natomiast trochę poczekać. Zakładany czas produkcji wynosi do sześciu miesięcy, choć przedstawiciele Stowarzyszenia deklarują, że będą starali się, aby gotowe egzemplarze trafiły do właścicieli jeszcze w tym roku.
I chyba właśnie w tym miejscu najlepiej widać, czym w założeniu miał być ten projekt. Nie zegarkiem z doklejonym klubowym logo, ale kolekcjonerskim przedmiotem, za którym stoi konkretna historia. Historia zaczynająca się w 1966 roku i łącząca rzeczy, które na pierwszy rzut oka mają ze sobą niewiele wspólnego – szwajcarskie zegarmistrzostwo i Tytusa zwisającego na trapezie.



