VENEZIANICO Bucintoro 1976. 100 sztuk sprzedało się z prędkością dźwięku. Dlaczego tak szybko?

Znowu to zrobili. Wyprzedali limitowaną edycję zegarków — 100 sztuk — niemal na pniu. Można powiedzieć, że sprzedaż modelu Bucintoro 1976 zakończyła się, zanim tak naprawdę na dobre się rozpoczęła. I trudno się dziwić, bo zegarek był naprawdę wyjątkowy.
Venezianico (bo oczywiście o nich mowa) to marka, która zdecydowanie wie, jak przykuć uwagę klienta. A przede wszystkim — jak zaprojektować zegarek, który rozgrzeje serce do tego stopnia, że chce się go mieć tu i teraz.
I tak właśnie było z Bucintoro 1976. Piszę „było”, bo o tym modelu możemy już mówić wyłącznie w czasie przeszłym. Wszystkie egzemplarze, które wypuściła marka, już znalazły swoich właścicieli. I nie wrócą — chyba że od czasu do czasu pojawią się na rynku wtórnym.
Pozostaje więc pytanie: co takiego wyjątkowego było w Bucintoro 1976, że rozszedł się tak błyskawicznie?
I chyba nikogo nie zaskoczę, jeśli odpowiem: mechanizm. Ale w tle tej historii, tej zegarkowej narracji, pojawia się także coś jeszcze — ponaddźwiękowy samolot Concorde.
Zaintrygowani? No to lecimy dalej.

Zacznijmy może… od samolotu.
Inspiracją do powstania zegarka Bucintoro 1976 było... pojawienie się pierwszych Concorde’ów. Tak, dobrze widzicie — Concorde’ów. Stąd też sama nazwa limitowanej edycji: 1976. To właśnie w tym roku, dokładnie 21 stycznia, ponaddźwiękowy samolot pasażerski Concorde odbył swój pierwszy komercyjny lot.
Początkowo linie British Airways latały Concorde’ami z Londynu do Bahrajnu, a Air France — z Paryża do Rio de Janeiro. Trzeba przyznać, że był to jeden z przełomowych momentów w historii lotnictwa. Superszybki samolot ponaddźwiękowy nie tylko skrócił znacząco czas międzykontynentalnych podróży, ale też zaoferował nowy poziom luksusu — niemal jak z innej epoki.
I pewnie teraz zastanawiacie się: co takiego mogło znaleźć się w zegarku, co miałoby nawiązywać do samolotu Concorde?
I tutaj… pierwsze zaskoczenie.
Bucintoro 1976 nie tylko inspiruje się Concordem — on dosłownie ma jego fragment w sobie.
Zegarek zawiera autentyczny element wykonany z oryginalnej łopaty silnika Concorde’a. To nie żart.
Konkretnie — jest to niewielka płytka wkomponowana w zegarek, wykonana z fragmentu łopaty silnika Rolls-Royce/Snecma Olympus 593, używanego w samolotach Concorde. Łopaty te są wykonane ze stopu tytanowo-niklowego i pochodzą z certyfikowanych partii.
Takie rzeczy… zdarzają się naprawdę rzadko.


Po drugie: mechanizm
Druga wyjątkowość w zegarku Bucintoro 1976 to oczywiście mechanizm.
I tutaj marka Venezianico zastosowała podobny zabieg jak w przypadku kilku wcześniejszych modeli — sięgnęła po coś naprawdę wyjątkowego: mechanizm Lemania 1873 (NOS).
Dla tych, którzy dobrze znają się na zegarkach, nie trzeba tłumaczyć — Lemania 1873 to prawdziwa legenda. Mechanizm o ręcznym naciągu, który przez lata napędzał nie tylko zegarki cywilne, ale również instrumenty wykorzystywane w lotnictwie i… zegarki wysyłane w kosmos (m.in. w Omegach Speedmaster).
Co więcej, w tym przypadku mamy do czynienia z wersją NOS (New Old Stock) — czyli mechanizmami, które zostały wyprodukowane dekady temu, ale nigdy nie były używane. Przez lata leżały w magazynach, by dziś – po raz pierwszy – trafić do nowego zegarka.
To coś więcej niż tylko nostalgiczny ukłon w stronę przeszłości. To również doskonałe nawiązanie do technicznego dziedzictwa Concorde’a.
Kaliber Lemania 1873 był bowiem wykorzystywany m.in. w profesjonalnych przyrządach lotniczych, gdzie niezawodność i precyzja pomiaru czasu były absolutnie kluczowe. W kontekście ponaddźwiękowego Concorde’a, którego piloci opierali się na precyzyjnych wskazaniach czasu podczas osiągania i utrzymywania ekstremalnych prędkości — to skojarzenie nabiera wyjątkowej mocy.

Detale tarczy i odniesienia do kokpitu
Mechanizm i element silnika to nie jedyne lotnicze akcenty, które znalazły się w Bucintoro 1976. Cały design zegarka przemyślano tak, by subtelnie, ale wyraźnie oddać hołd lotniczym inspiracjom — zwłaszcza Concorde’owi.
Wystarczy spojrzeć na tarczę zegarka Bucintoro — trudno oprzeć się wrażeniu, że przypomina ona kokpit odrzutowca. I to nie jest przypadek.
- Supersonic Minute Counter – licznik minut stylizowany na wskaźniki z kokpitów Concorde’a.
-
Indeksy Mach 1 i Mach 2 – symboliczne momenty przekroczenia bariery dźwięku.
-
Licznik "Fuel" – subtarczka godzin z napisem „Fuel”, nawiązująca do wskaźników paliwa.
-
Centralna wskazówka chronografu – odniesienie do instrumentów pokładowych mierzących prędkość i czas w czasie rzeczywistym.
Grawer na deklu – trasy, które stworzyły historię
Z tyłu zegarka czeka kolejna niespodzianka.
Przez szafirowy dekiel możemy podziwiać legendarny mechanizm Lemania 1873, ale to, co otacza szkło, zasługuje na osobną uwagę.
Na zewnętrznym pierścieniu, w eleganckim złotym wykończeniu, wygrawerowano nazwy miast-symboli ery Concorde’a: Londyn, Paryż, Nowy Jork i Waszyngton.
To nie są przypadkowe lokalizacje — to trasy transatlantyckie, które Concorde pokonywał z zawrotną prędkością, zapisując się na zawsze w historii lotnictwa.
Grawerunek działa jak mapa wspomnień. Subtelnie, ale jednoznacznie przypomina o tym, co w zegarku Bucintoro 1976 najważniejsze — o pasji do technologii, precyzji i odwagi w przekraczaniu granic.

Jak widzicie, Bucintoro 1976 to naprawdę wyjątkowy zegarek. Nic dziwnego, że ta limitowana edycja – zaledwie 100 egzemplarzy – rozeszła się błyskawicznie.
Nam pozostaje tylko mieć nadzieję, że w magazynach Venezianico kryją się jeszcze zapasy mechanizmów Lemania, a w przyszłości zobaczymy kolejną, równie wyjątkową edycję. Kto wie — może tym razem z fragmentem... rakiety?







